Hebrew Date: 2/18/5782 > Strona główna

08

Cze

Cyganie w Polsce: Narodziny, dzieciństwo PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cwi Mikulicki   

Przyjście na świat dziecka jest świętem budzącym radość w taborze, ale jednocześnie poród uważany jest za jeden z najbardziej „nieczystych”, kalających przejawów życiowych. Zadowoleniu z przybycia nowego członka taboru - zwłaszcza jeśli urodził się chłopiec - towarzyszy separacja matki wraz z dzieckiem, obawa przed skalaniem, które spadłoby na osobę stykającą się z położnicą.

Ostatnio zmieniany w Piątek, 14 Maj 2021 11:33
Więcej…
 

04

Cze

KOŚCIUSZKO - „brat wszystkich wołnomularzy” PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   

Mirosława DOŁĘGOWSKA-WYSOCKA

Od lat postać Tadeusza Kościuszki budziła bądź uwielbienie i miłość, bądź podejrzliwość i kontrowersje. W roku bieżącym, roku 200-lecia kościuszkowskiej Insurekcji, stało się podobnie. Okolicznościowym wystawom w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy, Muzeum Niepodległości w Warszawie czy na Zamku Królewskim towarzyszyły mniej i bardziej stosowne artykuły w prasie.

Zupełnie niestosownym nazwało katolickie „Słowo” szkic prof. Janusza Tazbira „Kościuszko na każdą okazję” pomieszczony w „Gazecie Wyborczej” (z 24 marca 1994 r,), w którym twierdził, iż Naczelnik był kiepskim wodzem, a Napoleon nazywał go głupcem.

Dla „Słowa” wszystko było jasne, bowiem »Gazeta« już nieraz dowiodła, że polska tradycja narodowa ją mieni. Konsekwentnie więc zajmuje się tzw. odbrązawianiem historii Polski i to we wszystkich jej fragmentach. W optyce »Wyborczej« nasza historia to nieprzeiwane pasmo niegodziwości, głupoty i nietolerancji. Narodowi bohaterowie to nieudacznicy, fanatycy i szaleńcy - i masoni, aż chciałoby się dorzucić. I masoni...

O masonie Jarosławie Dąbrowskim przeczytacie Państwo dalej w szkicu Cezarego Leżeńskiego pt. General Dąbrowski maszeruje do loży, a o masonie Józefie Elsnerze w artykule Iwony Siedlaczek pt. Mason nauczycielem Chopina.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:26
Więcej…
 

01

Cze

Radykalnie przeciw PRL-owskiemu uciskowi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   

Kadr z filmu „Dawno temu w PRL-uChoć powstał już ładnych parę lat temu, warto co jakiś czas do niego wrócić. Dlaczego? Bo mówi o kontrowersji, patriotyzmie i walce o wolność. I niech stanie się wpół żywą lekcją historii dla tych z nas, który nie doświadczyli życia w komunistycznym reżimie.

Film „Dawno temu w PRL-u". zrealizowany przez Telewizję Polską składa się z historycznych zdjęć oraz wypowiedzi świadków tamtych wydarzeń. Jego scenariusz skupia się głównie wokół najsurowiej ukaranego wówczas studenta Jakuba Szadaja. Opowiada też o walczących młodych mieszkańcach Gdańska (mieli zaledwie od kilkunastu do dwudziestu lat) oraz ich negacji nakazów i przymusu ówczesnej władzy. Niestety jak to często z odważnymi bywa. padli oni później ofiarami marcowych represji. - Postanowiliśmy, że zaczniemy działać, zaczniemy się organizować i zaczniemy z tym walczyć. Lepiej iść w tyralierze przeciwko karabinom maszynowym niż żyć tak jak żyjemy. Zaczęliśmy coś robić i oczywiście z pełną świadomością, że możemy być za to ukarani - mówi dowodzący wówczas Gdańską Młodzieżową Grupą Wywiadowczą Jakub Szadaj. - Urodziłem się w Gdańsku. Tatuś miał różne kłopoty dlatego, że nic chciał zapisać się do partii. (...) Rewizje w domu, różne dokuczanie, nie mógł się pogodzić z tym ustrojem i buntował się przeciwko niemu. (...) Telewizja jak się mówiło kłamie. W szkole nie można było nic powiedzieć, na uczelni nie można było nic powiedzieć. Jak ktoś się nie chciał zapisać do partii to właściwie nie miał żadnych szans. (...) Po jakimś czasie powstał plakat - kontury Polski z butem, który wykopywał czerwoną gwiazdę na wschód i wywiesiliśmy ten plakat przy Konsulacie Związku Radzieckiego. Jak zaczęli węszyć kto to zrobił to zrozumieliśmy, że ten plakat jest naszym najlepszym pomysłem i zaczęliśmy go wszędzie rozwieszać - dodaje.

Niestety w 1968 roku ci młodzi ludzie zapłacili wysoką cenę za swoją walkę o wolność. Najwyższą karę, bo aż 10 lat pozbawienia wolności, otrzymał wówczas 18-letni Jakub Szadaj. Jednak karę poniósł głównie za to. że był Polakiem pochodzenia żydowskiego.

- Kubę poznałem w 58 roku. może 60. Mieszkaliśmy w jednej dzielnicy we Wrzeszczu. Rodzice musieli ciężko pracować żeby było co do gara wrzucić. Nie podobała nam się propaganda, że same ruskie filmy lecą w telewizji, że jest ten zamordyzm, że wiadomości z Wolnej Europy. Że musimy kręcić antenki na patyku, żeby cokolwiek dało się usłyszeć o świecie - relacjonuje Jerzy Wolszczak. - Gdańsk był oknem na świat, spotykaliśmy się często z marynarzami, którzy opowiadali nam jak to na świecie wygląda, że można żyć inaczej. (...) Mieliśmy kilka dobrych pomysłów, najlepszym było chyba wysadzenie ruskiego konsulatu w powietrze. Miało być wielkie BUM i dużo ognia. Organizowaliśmy co się da - trotyle, baniaki z benzyną...

W filmie wspomniana jest także sylwetka Lecha Wróblewskiego, który już nie żyje. Jego ojciec był przedwojennym oficerem, który cudem uszedł z życiem przed Katyniem. Mowa jest też o chłopaku, który pisał wiersze ośmieszające komunę, całą partyjkę, jak mówi autor wypowiedzi „cały ten czerwony cyrk”.

„W dzisiejszej Polsce tak jakoś się składa,
Że nam tu wszystkim narzekać wypada.
A w czym przyczyna niestety wiemy,
Władza uważa że za dużo jemy"

- Jeżeli mieliśmy gości z innych miast to wymienialiśmy się ulotkami. Najlepsze spotkania do tych wszystkich rzeczy to była, plaża, molo i tam mogliśmy się schować w tłumie. 8 marca w Warszawie studenci zbuntowali się, to przeniosło się także do Gdańska. To dało nam nadzieję na wolność. Włączyliśmy się w to jak mogliśmy i uważaliśmy, że jesteśmy bardziej przygotowani niż ta młodzież, która idzie za porywem serca. My też szliśmy za porywem serca, ale już od dłuższego czasu - mówi Jakub Szadaj.

Prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Rafał Terlecki Cały film przeplatany jest fragmentami wypowiedzi ówczesnych władz. Pokazane są tragiczne sceny z marca 1968 roku m.in.: brutalne starcia z milicją, która pałkami rozpędzała studentów. Wielu z nich aresztowano "to ma być demokracja" - grzmi jeden z wypowiadających się w filmie.

ZSP organizował wiec, tym bardziej że dochodziły słuchy, że ciężarną studentkę w Warszawie zatłuczono. Te przerażające wiadomości wywołały bunt u studentów. - Rapacki przyjechał do klubu studenckiego Żak i próbował nas przekonać, że to co robimy jest niewłaściwe. Studenci zaczęli skandować „Rapacki na balkon". Milicja ustawiła się w szpaler i palowali. Wielu studentów zostało aresztowanych, ja dostałem dwa razy pałką, ale zdążyłem uciec - dodaje Jakub Szadaj.

- Działalność grupy zakończyła się w taki sposób, że po konflikcie jeden z jej członków sam udał się do milicji obywatelskiej i wskazał, że został niejako wciągnięty do działalności związku. Idąc tropem jego zeznań cała grupa została zidentyfikowana - mówi obecnie sędzia Rafał Terlecki, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku.

- Wlecieli do środka, było ich ok. 10. Karabiny maszynowe, weszli do mojego pokoju, kazali mi natychmiast podnieść ręce. Kajdanki. Wszyscy byli w cywilu. Mogłem uciec jadąc samochodem ale uznałem, że to może być prowokacja i mogą mnie zastrzelić. Potem na miejscu wszedłem do sali przesłuchań i prokurator mówi do mnie - „Będziesz siedział przez długie lata i nic z tego nic będziesz miał (...) wy Żydzi macie tę wywrotowość we krwi" - mówi Jakub Szadaj.

Jakub Szadaj wraz z małżonka Małgorzatą. W roku 2018 został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarnści Jakub Szadaj został skazany przez Sąd Wojewódzki w Gdańsku na łączną karę 10 lat pozbawienia wolności. W 1992 roku wyrokiem Sądu Najwyższego został uniewinniony ze wszystkich postawionych mu w 1968 roku zarzutów.

Opracował: Janusz Baranowski - Tatar Polski, twórca Solidarności, potomek Powstańców Styczniowych, Legionistów, Generałów, Harcerzy, Szarych Szeregów, Żołnierzy Wyklętych



Ostatnio zmieniany w Poniedziałek, 31 Maj 2021 07:53
 

25

Maj

Cyganie w Polsce: Skalania i przysięgi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cwi Mikulicki   

Niepisany kodeks zakazów obyczajowych, których nieprzestrzeganie zagrożone jest tabuicznym „skalaniem” (mageripen) - stanowi podstawę respektowania i nadzorowania wewnątrzspołecznej praworządności w grupach polskich Cyganów nizinnych (Polska Roma). Kodeks ten, zasadzający się na swoistym cygańskim poczuciu prawa, jest tradycyjnym, wyrosłym z wielowiekowego doświadczenia społecznego zbiorem nie tyle przepisów postępowania, ile wyliczeniem, czego Cyganom nie wolno. W braku takich elementów zespalających cygańską społeczność, utrwalających jej odrębność i tożsamość, jak np. wspólna, im tylko właściwa religia, „kodeks” ów określa na użytek Cyganów najistotniejsze wzorce postępowania, normy współżycia, przyczynia się do zachowania społecznej spoistości w obrębie jednorodnej obyczajowo grupy, dozwala i nakazuje samorządność i samowystarczalność prawno-obyczajową - bez odwoływania się do obcych, pozacygańskich władz. Oczywiście „kodeks” mageripen odnosi się jedynie do wykroczeń dokonanych w obrębie Polska Roma, stanowiących jej „sprawę wewnętrzną”. Nie dotyczy żadnych konfliktów z niecygańskim otoczeniem, ani przestępstw dokonanych na szkodę „obcych” (gadźe), reguluje sprawy wewnątrzcygańskie, do nich wyłącznie ograniczając zasób i moc swoich zakazów. Zakazy te są przez samych Cyganów podzielone hierarchicznie na dwie kategorie: wielkich skalań (bare mageripena) i małych skalań (tykne mageripena). Podlegać one mogą tylko orzecznictwu cygańskiemu; poza nim nie miałyby żadnych znamion wykroczeń przeciw prawu. Obawa przed skalaniami tego rodzaju jest nadal żywa, a praktyczne przestrzeganie zakazów w tym zakresie i karanie wykroczeń pozostaje nienaruszoną domeną wewnątrzcygańskich sędziów.

Ostatnio zmieniany w Piątek, 14 Maj 2021 11:33
Więcej…
 

21

Maj

MASONI w hitlerowskim więzieniu - wspomnienia PDF Drukuj Email
Wpisany przez Brat Bruno   

Zbigniew DĄBROWA

Wraz z drużyną harcerską walczyłem we wrześniu 1939 r. z Niemcami jako ochotnik. W kotle kutnowskim konwojowaliśmy rannych żołnierzy. Dowódca konwoju, nie mogąc przebić się do Warszawy, poddał rannych i nas do niewoli. Uciekłem z kolumny jenieckiej wraz z kolegą z klasy, Zbigniewem Majewskim, w drodze do obozu pod Sochaczewem. W październiku dotarliśmy do Poznania i natychmiast po powrocie zaczęliśmy działalność konspiracyjną w tworzącej się tajnej organizacji wojskowej. Wspólnie z Olem Przyłuckim zorganizowaliśmy w ramach tej organizacji - Wojska Ochotniczego Ziem Zachodnich - grupę młodzieżową, składającą się z kilkudziesięciu byłych gimnazjalistów i harcerzy, naszych kolegów z poznańskiego prywatnego gimnazjum im. A. Mickiewicza. Na nasze żądanie sztab WOZZ, kierowany przez zawodowego oficera, pułkownika Kmiotka i jego adiutanta, a naszego kolegę z gimnazjum, Olka Kubskiego, zgodził się, byśmy tworzyli system trójkowy i dziesiętny, podając do Sztabu wyłącznie pseudonimy. Uchroniło to większość młodych od aresztowania.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:28
Więcej…
 

14

Maj

WZLOT ŻYDOKOMUNY W POLSCE 1939 196* PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aron Kohn, Hajfa – Izrael   

Jacek „Rekontra" Piasecki, Warszawska Gazeta, nr 10, 5-11.03.2021 r.

Żydzi w Ameryce, którym tuż po wojnie nie pozwalano wyrażać wdzięczności Polakom za uratowanie życia, mają się narażać? Żydzi polscy w Izraelu, mający własne państwo również dzięki Polsce, którzy przez tyle lat nie potrafili w jakikolwiek sposób okazać wdzięczności, ockną się i dadzą świadectwo prawdzie?

„Myślę, że gdy Żydzi zobaczą, iż Polacy zaczynają nieco bardziej krytycznie patrzeć na własną historię, wezmą z nich przykład" - orzekł prof. Antony Polonsky, jeden z najwybitniejszych znawców histerii polskich Żydów, w rozmowie z Piotrem Zychowiczem.

Gdy osoba Polsce życzliwa i doskonale znająca naszą historię, przedstawia warunki dialogu, myśl profesora należy sformułować w wersji łopatą do głów/, zabrzmi ona tak: Polacy muszą jeszcze głośniej (nieco) bić się we własne piersi, wówczas jest nadzieja (myślę), iż Żydzi to usłyszą i wezmą z Polaków przykład.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:29
Więcej…
 

11

Maj

Cyganie w Polsce: Cztery cygańskie szczepy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cwi Mikulicki   

Przebywający w Polsce Cyganie dzielą się z grubsza na cztery zasadnicze szczepy, różniące się między sobą dialektem języka cygańskiego, trybem życia i obyczajami: Cyganie nizinni, Cyganie wyżynni, Kelderasza i Lowari. Polscy Cyganie nizinni, Polska Roma - to do niedawna wędrowni mieszkańcy naszego kraju, którzy od wielu pokoleń przebywają na terytorium Polski, a szlaki ich wędrówek nie sięgały na ogół poza granice państwa. Są więc tubylcami i jako „cudzoziemców” traktują Kelderaszów i Lowarów. Język ich zawiera sporo naleciałości niemieckich, co zdaje się świadczyć o tym, że protoplaści tych Cyganów przybyli do nas z Niemiec. Polska Roma noszą polskie nazwiska, zakończone przeważnie na - ski. W dokumentach osiemnastowiecznych nie spotykamy się jeszcze z nimi; ówczesne nazwiska Cyganów były patronimiczne: Aleksandrowicz, Marcinkiewicz, Stefanowicz; niektóre z nich przetrwały wśród Cyganów na Litwie. Jednakże już w pierwszych latach wieku XIX w dokumentach występują nazwiska, które utrzymują się po dziś dzień: Majewski, Brzeziński, Dębicki, Krzyżanowski, Pawłowski, Piotrowski, Grabowski, Czarnecki, Cybulski, Dąbrowski, Głowacki, Rutkowski i in. Pierwszym stereotypowym pytaniem, zadawanym przy spotkaniu się dwóch nieznajomych Cyganów, jest: Save Romendyr san? (z jakich jesteś Cyganów?) Nie chodzi tu o zaspokojenie ciekawości co do nazwiska, ani co do szczepu. Nazwisko nie jest istotną cechą wyróżniającą, a przedstawicieli obcego szczepu rozpoznaje się bez zadawania pytań. Pytanie to dotyczy nazwy klanu, rodu, lub grupy określonej terytorialnie. Polska Roma dzielą się na cały szereg takich ugrupowań: Warmijaki, Jaglanki, Bosaki, Tońaki, Berńiki, Pluńaki, Serwy i in. Grupki te są wynikiem podziału rodów oraz niejednoczesnym przybywaniem na ziemie polskie, a także późniejszym, już miejscowym układem międzycygańskich stosunków i terytorialnym rozmieszczeniem grup.

Ostatnio zmieniany w Piątek, 14 Maj 2021 11:33
Więcej…
 

07

Maj

Klatka PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   

Barbara NIEMCZEWSKA

Klatka, w której przed wieloma laty umieszczono zwierzęta, była bardzo nowoczesna, przestronna i nadspodziewanie funkcjonalna. Niewielu spośród jej mieszkańców pamiętało życie na wolności, a i ci przywykli do ograniczeń. Młode pokolenie natomiast żyło radośnie w obrębie klatki. Starzy niekiedy tęsknie spoglądali przez kraty, młodzi zajęci zabawą zdawali się ich nie zauważać, tak bowiem zrosły się one z ich codziennością. Dnie podobne były do siebie jak dwie krople wody. Zwierzęta żyły spokojnie, właściwie karmione i pielęgnowane prawie nie chorowały, a gdy któreś z nich umierało, opiekunowie szybko i dyskretnie wynosili stygnące zwłoki poza klatkę. Nie chciano denerwować pozostałych. Śmierć zawsze była nieestetyczna i krępująca.

Pory dnia odmierzał trzask otwieranych drzwiczek, przez które wnoszono pożywienie. Wtedy zwierzęta spokojnie gromadziły się przy napełnianych korytach, lizały ręce karmicieli i powoli zanurzały pyski w smakowitej strawie. Od czasu do czasu zachodził do klatki jej właściciel. Z przyjemnością spoglądał na dobrze utrzymane zwierzęta, głaskał z czułością pochylone łby, a zwierzęta odwzajemniały się, łasząc się do jego nóg.

Mijały lata.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:30
Więcej…
 

04

Maj

Bołtup PDF Drukuj Email
Wpisany przez Rami Abramowicz Młodszy   

Według Czesława Jankowskiego Bołtup leży „wśród posępnej, lasami i moczarami pokrytej, niskiej okolicy”. Tenże autor pisze dalej, że niewielki tamtejszy folwark należał w XVI w. do rodziny Szaszkiewiczów, a następnie do Malijewiczów. Józef Eliasz Malijewicz (a może Malijewski h. Mora?) drogą systematycznych zakupów znacznie powiększył obszar majątku, dołączając do Bołtupia sąsiednie folwarki, w tym Strzałkowszczyznę od Strzałkowskich, Banilewszczyznę od Banilewiczów, Siekierzyszki od Siekierków itd. Testamentem swym sporządzonym w 1698 r. mocno powiększone dobra bołtupskie, obejmujące już wówczas 150 włók, Józef Małijewicz zapisał Michałowi Wilamowiczowi h. Ogończyk, miecznikowi oszmiańskiemu, żonatemu z Anną Gizbert-Studnicką. Legowana jemu majętność, wprawdzie rozległa, została jednak tak przez wojny szwedzkie zniszczona, a poza tym tak obciążona długami, że tylko dzięki posagowi żony Wilamo- wicz był w stanie zaprowadzić w gospodarstwie porządek i oczyścić je z ciążących na nim długów. Kosztowało go to 26 416 złp. W kolejnym, własnym testamencie z 1705 r. przekazał on Bołtup żonie, która jako bogata wdowa wyszła powtórnie za mąż za Aleksandra Beniamina Abramowicza, cześnika oszmiańskiego. Przeżywszy także i drugiego męża, Anna Abramowiczowa w 1743 r. podarowała Bołtup z należącymi do majątku wsiami i folwarkami swemu bratankowi Krzysztofowi Gizbert- Studnickiemu, strażnikowi oszmiańskiemu, ożenionemu z Marianną z Żydowiczów. Ci jednak długo odziedziczonych dóbr nie zatrzymali, lecz w 1760 r. sprzedali je Franciszkowi Wereszczace, podczaszemu woj. nowogródzkiego, żonatemu z Zofią Radzimińską-Frąckiewicz. Będąc właścicielem wielu innych dóbr, Wereszczaka nie osiedlił się w Bołtupiu, mimo że istniał tam jakiś dom mieszkalny „z piecami kaflowymi i szybami o białym szkle w ołów oprawnymi”, lecz nowo nabyty majątek oddał pod opiekę ekonoma.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:30
Więcej…
 

30

Kwi

Pisarz swojego języka PDF Drukuj Email
Wpisany przez ram   

Wojciech Engelking, Newsweek, nr 3, 18-24.01.2021 r.

Szmuel Josef Agnon wybrał pisanie w języku, który był wtedy bardziej martwy niż żywy. Właśnie ukazała się po polsku „Przysięga wierności”, powieść jedynego izraelskiego noblisty

W październiku 1966 r. pewien młody chłopak, który dopiero co wydał debiutancki zbiór opowiadań, spóźnił się na ostatni autobus z Rechowot do kibucu Chulda. Chcąc nie chcąc, wziął taksówkę. W radiu głównym tematem był ogłoszony właśnie literacki Nobel dla Szmuela Josefa Agnona (nagrodzono go wspólnie z niemiecką poetką pochodzenia żydowskiego Nelly Sachs).

„Kierowca zapytał mnie, czy słyszałem o takim pisarzu, jak mu tam, o Egnonie” - opisywał chłopak, który po latach sam będzie kandydatem do Nobla. „Popatrz pan - kierowca nie mógł wyjść z podziwu - nawet żeśmy o takim nie słyszeli, a on tu nas raptem wprowadził do rozgrywek finałowych. Szkoda tylko, że wypadł remis z jakąś kobitą”.

Amos Oz, z którego „Opowieści o miłości i mroku” zaczerpnąłem tę anegdotę, znał Agnona już jako dziecko - jego wuj, pisarz Josef Klausner, był w Jerozolimie sąsiadem noblisty. Dykteryjka dobrze pokazuje, jaki jest problem z autorem „Przysięgi wierności”. To ojciec nowoczesnej hebrajskiej literatury, który już za życia (gdy odbierał Nobla, zbliżał się do osiemdziesiątki) był bardziej symbolem niż pisarzem czytanym.

- Nobel dla Agnona to było wielkie wydarzenie, wpływowi Żydzi długo o to zabiegali - mówi prof. Dan Laor z Uniwersytetu Telawiwskiego. - Nasz pisarz z Noblem? To powiedzenie światu, że istnieje nowa literatura hebrajska, a państwo, które nie miało wówczas nawet 20 lat, jest miejscem twórczym, a nie kulturalną czarną dziurą.

By jednak to się wydarzyło, Agnon pół wieku wcześniej musiał dokonać paradoksalnego wyboru.

Ostatnio zmieniany w Czwartek, 11 Marzec 2021 08:31
Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL