
TYGODNIK LISICKIEGO RZECZY – NR 33/642 11-17 SIERPNIA 2025
W propagandzie sukcesu wygląda to tak: Bibi zdziesiątkował Hamas, następnie rozbił Hezbollah, doprowadził do upadku al-Asada, a na koniec rozłożył na łopatki Iran. I zapewnił sobie i Izraelowi pełne wsparcie USA. Izraelczycy powinni go nosić na rękach i traktować niczym drugiego króla Dawida, a wrogowie ”1 trząść się ze strachu i błagać o litość. Problem w tym, że tak nie jest, a Netanjahu jest coraz bliżej upadku.
Sondaż przeprowadzony 1 lipca przez ośrodek Midgam pokazał, że partia izraelskiego premiera, tj. Likud, może liczyć na 26 miejsc w 120-osobowym Knesecie, a jego koalicja rządząca na 49 miejsc. Według sondaży poparcie dla Likudu wzrosło minimalnie po wojnie z Iranem, ale kosztem jego ekstremistycznie prawicowych sojuszników, a nie opozycji. Tymczasem Netanjahu nie ma szans znaleźć poparcia innych ugrupowań.
ODLICZANIE DO POLITYCZNEJ ŚMIERCI
Bibi od kilku lat siedzi w oblężonej przez opozycję twierdzy, a jego działania jako szefa rządu podyktowane są wyłącznie obroną siebie przed wrogami wewnętrznymi, a nie Izraela przed wrogami zewnętrznymi. Dlatego słupki sondażowe mają kluczowe znaczenie dla jego działań i przyszłości. W ostatnich wyborach, które odbyły się 1 listopada 2022 r„ Likud zdobył 32 mandaty, ekstremistyczna prawica – 14, a partie ortodoksyjne – 18, co dawało Netanjahu bezpieczną większość 64 mandatów. W przededniu ataku Hamasu na Izrael Likud mógł liczyć na 28 mandatów, ekstremiści na 10, a ortodoksi na 17, co łącznie dawało 55 mandatów. Wciąż dawało to szanse na utrzymanie się u władzy, gdyż opozycja mogła nie zebrać większości ze względu na mandaty przypadające Arabom, a wtedy nastąpiłaby powtórka z lat 2019-2022, gdy odbyło się pięć wyborów z rzędu. Bibi, nawet nie mając większości, utrzymywał się wówczas, gdyż jego przeciwnicy nie mogli stworzyć koalicji. Jednak po 7 października nastąpiło gigantyczne tąpnięcie w poparciu Likudu i nieco mniejsze, jeżeli chodzi o jego koalicjantów. Na początku 2024 r. Likud mógł liczyć na 16 mandatów, ekstremiści na 12, a ortodoksi na 16, co łącznie dawało 44 mandaty, czyli tylko 5 mniej niż obecnie.
Likud odbił się nieco od dna w połowie 2024 r., co w dużym stopniu było efektem niemrawości liderów opozycji. Brak było bowiem wśród nich charyzmatycznej postaci. W maju 2024 r. Likud mógł liczyć już na 20-22 mandatów, a w przededniu inwazji na Liban – na 26 mandatów. Cała koalicja mogła natomiast zdobyć 54 mandaty, co znów dawało szansę na pat w Knesecie i utrzymanie się Bibiego na powierzchni.
Jednak wojna w Libanie, która niby była sukcesem, zamiast pchnąć poparcie w górę, znów zbiła je w dół. I to mimo że opozycję opuścili likudowi rozłamowcy Gideona Sa’ara z partii Nowa Nadzieja, wracając na łono partii matki i ojczulka Bibiego. Tymczasem zegar politycznej śmierci dla Bibiego nienawistnie tyka. W chwili tąpnięcia poparcia były trzy lata do następnych wyborów, więc Bibi mógł liczyć, że jego krwawy plan odbudowy słupków da pożądany rezultat. No cóż, nie dał. A do wyborów zostało już tylko 15 miesięcy. Netanjahu zatem dwoi się i troi, by pod wpływem ogłaszanych sukcesów słupki poszły w górę, a te bezczelnie stoją w miejscu. W dodatku na horyzoncie pojawił się Brutus w osobie Naftalego Bennetta, czający się do zadania śmiertelnego ciosu. Ten o ćwierć wieku młodszy od Bibiego ambitny polityk był ministrem w kilku rządach Netanjahu, w tym ministrem obrony. Jest on paradoksalnie bardziej prawicowy niż Bibi, ale opozycja postawiłaby diabła na stołku premiera, aby dopaść Netanjahu, a dopiero co założona partia Bennetta z impetem wystrzeliła w sondażach. Pytanie: Na jak długo?
GDY OGON MACHA PSEM
Beniamin Netanjahu urodził się 76 lat temu w Tel Awiwie jako drugi syn Bencij-jona Netanjahu vel Milejkowskiego. Fakt, że jego ojciec urodził się w Warszawie, posłużył antyizraelskiej propagandzie do głoszenia tezy, jakoby Bibi był Polakiem i powinien wrócić do swej „prawdziwej ojczyzny”. W rzeczywistości jest to kompletna bzdura, gdyż Bencijjon wyjechał do Palestyny w 1920 r. w wieku 10 lat, raptem dwa lata po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, a dziadek Bibiego, Natan Milejkowski, był działaczem syjonistycznym już w XIX w. Ani Natan, ani Bencijjon nigdy nie wykazywali szczególnego sentymentu do Polski. Tym bardziej dotyczy to Bibiego, który zaskarbił sobie „miłość” Polaków tym, że na koniec tzw. „konferencji bliskowschodniej” w Warszawie w lutym 2019 r. palnął, że „Polacy współpracowali z nazistami”.
W latach 1967-1973 Bibi służył w armii i doszedł do stopnia kapitana. Jednakże znacznie większą sławę zyskał jego starszy brat Jonatan, który w 1976 r. dowodził operacją specjalną uwolnienia zakładników z porwanego izraelskiego samolotu na ugandyjskim lotnisku Entebbe, w której zginął jako jedyny z izraelskich komandosów biorących w niej udział.
W tym czasie Bibi kontynuował studia w USA, a do Izraela wrócił w 1978 r. W latach 1982-1984 znów przebywał w USA, pracując w ambasadzie Izraela. Łącznie do 1984 r. Bibi spędził w Ameryce ok. 15 lat, co z pewnością przydało mu się później w „machaniu psem przez ogon”, czyli rozgrywaniu tamtejszej sceny politycznej w interesie Izraela oraz swoim własnym. W czasie ostatniego pobytu Netanjahu poznał też Freda Trumpa, ojca obecnego prezydenta.
Karierę polityczną Netanjahu rozpoczął dość późno, bo dopiero w wieku 39 lat, gdy po raz pierwszy wystartował w wyborach do Knesetu w 1988 r. z – kierowanego wtedy przez Icchaka Szamira – Likudu. Partia ta wówczas wygrała, a Bibi został wiceministrem spraw zagranicznych. Jednak jego kariera polityczna nabrała impetu dopiero dzięki przegranej Likudu w kolejnych wyborach, gdyż doprowadziło to do zmiany przywództwa w partii. ,
W1993 r. 44-letni Beniamin Netanja-hu objął stery w Likudzie, co otworzyło mu drogę do pierwszego premierostwa w roku 1996. Tymczasem gdy Netanjahu był liderem opozycji, w Izraelu doszło do bardzo ważnych wydarzeń. Następca Szamira na stanowisku premiera, Icchak Rabin, rozpoczął negocjacje z liderem Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasirem Arafatem, których efektem było podpisanie porozumień z Oslo w sprawie zakończenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego, stworzenie Autonomii Palestyńskiej i normalizację stosunków z Jordanią. Miało to otworzyć drogę do ostatecznego pokoju poprzez wprowadzenie rozwiązania dwupaństwowego, tj. pokojowo współistniejących Izraela i Palestyny. Jednak w 1995 r. żydowski ekstremista Jigal Amir zamordował Rabina, a rok później jego następca Szymon Peres przegrał ’ z o ćwierć wieku młodszym od siebie Netanjahu.
Były to pierwsze wyboiy, w których premiera wybierano w powszechnym głosowaniu, a Netanjahu pokonał Peresa przewagą niespełna 30 tys. głosów (50,5 proc. vs. 49,5 proc.], podczas gdy Likud zdobył w Knesecie tylko 24 mandaty, a Partia Pracy Peresa – 32. Bibi zdobył więc wówczas nową sprawność: klejenie wielopartyjnych koalicji, co przydało mu się jeszcze wielokrotnie. Siedmiopartyjna koalicja rozpadła się jednak po trzech latach, a w wyborach w 1999 r. nowy lider Partii Pracy Ehud Barak pokonał Bibiego, zdobywając aż 56 proc, głosów. Likud wprowadził do Knesetu tylko 19 deputowanych i Netanjahu stracił przywództwo w partii na rzecz Ariela Szarona. Wydawało się, że gwiazda Bibiego zgasła.
KARMIENIE ŻMII
Już w pierwszym dojściu do władzy Bibiemu pomógł Harnaś. Oczywiście nie chodzi o oficjalne poparcie, ale o to, że przed wyborami zintensyfikował ataki terrorystyczne, co negatywnie wpłynęło na wynik ówczesnego premiera. Osobą, która przejęła wówczas kierownictwo nad zbrojnym skrzydłem Hamasu, czyli Brygadami al-Kassam, był Mohammad Deif, który 27 lat później odegrał kluczową rolę w zaplanowaniu i przeprowadzeniu ataku 7 października. Netanjahu odwdzięczył się wówczas ułatwianiem przepływu katarskiego finansowania dla Hamasu oraz torpedowaniem Porozumień w Oslo, którym Hamas też był przeciwny. Netanjahu nie robił tego z sympatii dla Hamasu, ale dlatego że chciał osłabić władze Autonomii Palestyńskiej i skompromitować Palestyńczyków, przyprawiając im gębę nierefor-mowalnych terrorystów, z którymi nie da się dogadać. Tyle że karmienie żmii miało swoje dalekosiężne konsekwencje i z całą pewnością nie sprzyjało poprawie bezpieczeństwa Izraela. Teraz Bibi walczy, by wieczna wojna zablokowała plan stworzenia komisji śledczej, która miałaby dokładnie zbadać m.in. faktyczne wspieranie Hamasu przez Bibiego.
Wybuch drugiej intifady otworzył Likudowi drogę do powrotu do władzy już w 2001 r., ale z nowym przywódcą – Arielem Szaronem. W 2003 r. Szaron powierzył Netanjahu tekę ministra finansów. Dwa lata później Szaron postanowił wycofać siły izraelskie ze Strefy Gazy, jednocześnie likwidując powstałe tam osiedla żydowskie. Było to w interesie Izraela, ale w Likudzie podniósł się bunt, na którego czele stanął Netanjahu. W rezultacie Szaron wystąpił z tej partii i założył swoją o nazwie Kadima, a Bibi został ponownie liderem Likudu i poprowadził go do kolejnej klęski wyborczej, tracąc przy okazji miejsce w rządzie.
W 2006 r. Kadima zdobyła 29 mandatów, a Likud tylko 12 (niespełna 9 proc, poparcia]. Premierem został nowy lider Kadimy Ehud Olmert, bo Szaron zapadł w śpiączkę. Trzy lata później skandal korupcyjny zmusił Olmerta do rezygnacji (w 2014 r. został skazany na sześć lat więzienia] i choć w kolejnych wyborach w 2009 r. Kadima utrzymała pierwsze miejsce, to sprawniejszy w zlepieniu koalicji okazał się Netanjahu.
W marcu 2009 r. Netanjahu ponownie objął funkcję premiera, ale tym razem sprawował ją aż do czerwca 2021 r. Niespełna dwa lata później Arabowie zrobili Bibiemu prezent w postaci arabskiej wiosny, której najbardziej wyrazistym efektem, przynajmniej z punktu widzenia Izraela, było to, że jego wrogowie wzięli się za łby. W szczególności cenne było to, że między sunnickim Hamasem a szyickim Hezbollahem doszło do napięć, a Hezbollah zajął się zwalczaniem sun-nickich dżihadystów w Syrii. Gdy Barack Obama i Hillary Clinton marzyli o demokratyzacji Bliskiego Wschodu, wspierając w tym celu islamistów z Bractwa Muzułmańskiego, izraelski rząd kierowany przez Netanjahu wspierał dżihadystów z Al-Kaidy (a zdaniem niektórych również Państwa Islamskiego). Oficjalnie była to „pomoc humanitarna”. Jednak gdy w końcu 2024 r. ci dżihadyści obalili al-Asada i przejęli władzę, to Netanjahu uznał ich za terrorystów i wrogów, których należy bombardować, choć miał kanały, by się z nimi dogadywać. Bibi uznał jednak, że byłoby to zbyt ryzykowne, bo Arabowie nienawiść do Izraela wysysają z mlekiem matki: Tyle że to właśnie takie podejście nakręca wrogość tego arabsko–muzułmańskiego oceanu do izraelskiej wysepki, choć wcale tak być nie musiało.
Między pierwszym a drugim premierostwem Netanjahu Amerykanie usunęli dotychczasowego wroga numer jeden Izraela w regionie, tj. Saddama Husajna. Miejsce zdestabilizowanego wojną między sunnitami a szyitami Iraku jako głównego zagrożenia dla Państwa Żydowskiego zajął więc Iran, w którym prezydentem był wówczas Mahmud Ahmadineżad. Za jego rządów program atomowy Iranu przyśpieszył, a on sam wezwał do „wymazania Izraela z mapy świata”. Netanjahu miał więc dyżurnego wroga i nakręcił w Izraelu przekonanie, iż Iran dąży do zniszczenia Izraela przy użyciu broni atomowej. Założenie to było wielce wątpliwe, gdyż oznaczałoby samobójstwo Islamskiej Republiki, niemniej Bibi przekonał też Izraelczyków, że problem irańskiego programu nuklearnego można rozwiązać tylko militarnie. Tyle że wiedział, iż Izrael nie ma takich możliwości. Były irański minister spraw zagranicznych Dżawad Zarif ujął to w stwierdzeniu: „Netanjahu będzie walczyć z Iranem do ostatniego żołnierza. Amerykańskiego”. W 2015 r. Iran podpisał układ m.in. z Amerykanami i Europą, poddający irański program nuklearny pod ścisłą kontrolę. Netanjahu stawał na głowie, by to storpedować, i gdy Trump został prezydentem, osiągnął ten cel. Dzięki temu Iran rozwinął ten program i w 2025 r. osiągnął taki poziom, że wyprodukowanie kilkunastu bomb atomowych było na wyciągnięcie ręki. Wówczas Bibi wreszcie dopiął swego i wybuchła wojna. Już pierwszego dnia okazało się, że bez wsparcia USA Izrael niewiele jest w stanie osiągnąć. Ostatecznie po 12 dniach nastąpiło zawieszenie broni, choć cele Izraela bynajmniej nie zostały osiągnięte. Według różnych ocen program atomowy został cofnięty o kilka miesięcy lub co najwyżej dwa lata. Izrael nie miał szans dobrania się do instalacji ukrytych głęboko pod ziemią, a skuteczność amerykańskiego uderzenia budzi wątpliwości. Znów więc działania Izraela mogą się okazać przeciwskuteczne, bo Iran może uznać, że tylko wejście w posiadanie broni nuklearnej zapewni mu polisę ubezpieczeniową przed kolejnymi atakami. Nic nie wskazuje też na to, że Iran pozbawiony został swojego arsenału balistycznego, a to, że kilku generałów zginęło i obrona przeciwlotnicza była słaba, nie ma długofalowo większego znaczenia. Iran ma teraz czas, bo USA prędko w niego ponownie nie uderzą. A już zapowiedzi „wyzwolenia Irańczyków od reżimu” okazały się całkowitą kpiną.
Największe jednak zasługi Bibi ma we wspieraniu Hamasu. Gdy w 2018 r. palestyński prezydent Mahmud Abbas postanowił wstrzymać przesyłanie pieniędzy na pensje do Gazy, by nie zasilały one Hamasu, Netanjahu zwrócił się wtedy do Kataru o to, by ten pompował pieniądze do tej organizacji, oraz poprosił USA, by się zgodziły na to i nie nakładały sankcji. Przy okazji na listę płac Kataru weszli ludzie z najbliższego otoczenia Bibiego, a zdaniem byłego wicepremiera w jego rządzie, Moszego Ya’alona swoją dolę dostał też Netanjahu. Gdy w 2025 r. Szin Bet zaczął wokół tego węszyć, Bibi doprowadził do dymisji szefa tej izraelskiej służby bezpieczeństwa, by ukręcić sprawie łeb. Niemniej sprawa toczy się dalej, a kilku jego współpracowników zostało aresztowanych.
KLUCZOWE ŚLEDZTWO
To niejedyna sprawa korupcyjna, która ciąży na Bibim. Kluczowe znaczenie ma śledztwo wszczęte w styczniu 2017 r., które doprowadziło do ostrej polaryzacji politycznej w Izraelu i działań Netanjahu w celu podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości. Netanjahu postanowił skryć się za immunitetem premiera, a opozycja usunąć go ze stanowiska, by trafił do więzienia. Wybory w kwietniu i we wrześniu 2019 r. oraz w marcu 2020 r. zakończyły się patem, ale po tych ostatnich Bibi przekabacił jednego z liderów opozycji, Beniego Ganca, na swoją stronę, dając mu stołek ministra obrony i rozbijając w ten sposób blok opozycji. Spowodowało to wybuch masowych protestów na ulicach Izraela i w rezultacie koalicja rozpadła się po roku. Po kolejnych wyborach w marcu 2021 r. opozycja zdołała zbudować ośmiopartyjną koalicję obejmującą 61 deputowanych, w tym czterech z arabskiej partii Ra’am. Nawiasem mówiąc, Bibi też chciał zdobyć jej poparcie, lecz to nie wystarczyłoby do większości. Musiałby jeszcze przeciągnąć na swoją stronę Bennetta, który jednak miał chrapkę na premierostwo. Poza tym wciągnięcie do jednej koalicji partii arabskiej i rasistów Bezalela Smotricza przerastało cudotwórcze moce Bibiego. I to mimo że w akcie desperacji tuż przed wyborami zaczął obiecywać arabskim wyborcom „bezpośrednie loty do Mekki” i tytułować się Abu Jairem (zgodnie z arabską tradycją], Bennett faktycznie został premierem, ale jego rząd przetrwał ledwie nieco ponad rok, bo Netanjahu przeciągnął na swoją stronę kilku deputowanych jego partii. Potem Bibi doprowadził do porozumienia kilku ekstremistycznych partii prawicowych, które dzięki temu wprowa dziły do Knesetu aż 14 deputowanych. No i dzięki nim został premierem po raz trzeci, jednocześnie stając się zakładnikiem fanatycznych rasistów Ben-Gwira i Smotricza. Czego się jednak nie robi, by uniknąć więzienia?
Faktem jest, że we wrześniu 2020 r. Netanjahu udało się znormalizować stosunki z kilkoma państwami arabskimi, m.in. ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, ale była to raczej zasługa Trumpa. Poza tym Bibi ze swoją dyplomatyczną gracją słonia w składzie z porcelaną prawie doprowadził do ich storpedowania w ostatniej chwili, forsując pomysł anek-sji Zachodniego Brzegu. Trump wybił mu to z głowy, ale nie zdołał już zapobiec zniszczeniu przez Bibiego planu objęcia normalizacją również Arabii Saudyjskiej. Najśmieszniejsze jest to, że Bibiemu na układzie z Saudami zależało do tego stopnia, że w czasie mundialu w Katarze robił z siebie pajaca, demonstrując bycie fanem saudyjskiej drużyny. Tyle że dla Saudów taka normalizacja stała się niemożliwa ze względu na rzeźnię w Gazie i pomysły wysiedlania 2 min Palestyńczyków.
Wojna w Strefie Gazy trwa w najlepsze i żaden z dwóch zadeklarowanych celów nie został zrealizowany: zakładnicy wciąż są w rękach Hamasu, a Harnaś wciąż kontroluje Strefę Gazy. Netanjahu udało się natomiast doprowadzić Izrael na skraj starcia zbrojnego z Turcją, która przez dekady była jego strategicznym partnerem. Pomysłami przesiedlania Palestyńczyków zepsuł też relacje z kluczowymi partnerami arabskimi, tj. Egiptem i Jordanią. A zamiast do arabsko-izra-elskiego sojuszu antyirańskiego doszło do tego, że państwa arabskie potępiły izraelski atak na Iran. Do tego stopień niechęci do Izraela w Europie i w USA jest najwyższy w historii. Nastroje antysemickie szaleją coraz bardziej, a izraelska dyplomacja swą arogancją tylko to podsyca. Czy Izrael jest bezpieczniejszy w wyniku rządów Netanjahu? Odpowiedź jest jednoznaczna: Nie!
publikuje: Rron Kohn Hajfa Izrael