Menu Zamknij

Reakcje Świata – Od rzeki do morza

Raja Shehadeh (ur. 1951 r.) – palestyński pisarz i prawnik, założyciel Al-Hak, pierwszej organizacji praw człowieka w świecie arabskim. Po powstaniu Izraela jego chrześcijańska rodzina musiała uciekać z Jaffy do Ramallah, gdzie się urodził. W 2008 r. głośna książka Shehadeha „Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie”zdobyła Nagrodę Orwella. W czerwcu 2024 r. nakładem wydawnictwa Karakter ukazała się jego najnowsza książka „Dlaczego Izrael boi się Palestyny?”.

POLITYKA – POMOCNIK HISTORYCZNY – Nr 5/2024

Najpierw zakończyć okupację! Rozmowa z palestyńskim pisarzem Rają Shehadehem o warunkach pokoju po dramacie Strefy Gazy. I o wspólnym państwie Palestyńczyków i Izraelczyków.

ALA QANDIL: – Jest pan Palestyńczykiem, widzi pan, co się dzieje z mieszkańcami Strefy Gazy. Jak sobie pan z tym radzi, co pomaga panu przetrwać?
RAJA SHEHADEH: – Ratuje mnie pisanie. Dużo publikuję w zachodniej prasie, w ostatnich miesiącach zajmowałem się pisaniem nowej książki. To pozwala mi czuć, że robię wszystko, co w mojej mocy.
Czy w pisaniu nadal pomagają panu wędrówki po Zachodnim Brzegu Jordanu?
Niestety dziś są one prawie niemożliwe ze względu na groźbę przemocy ze strony izraelskich osadników i żołnierzy. Chodzę więc wciąż na ten sam spacer. Pamięta pani Ain Kiniję, wioskę obok Ramallah? Z Ramallah wychodzimy doliną, a potem wspinamy się na łagodne wzgórza, idziemyw stronę ponad 100-letnich kamiennych domów, które ostatnimi laty zostały wyremontowane i służą za centrum społeczno-artystyczne. Niestety obok jest izraelskie osiedle Dolew, dlatego często podczas spacerów widzimy w pewnej odległości izraelskich żołnierzy.

❖ Palestyńczycy opuszczają bombardowaną dzielnicę Zejtun w mieście Gaza, 20 lutego 2024 r.

Ramallah i inne miasta na Zachodnim Brzegu chyba są dziś jeszcze bardziej odcięte od siebie – właśnie ze względu na rosnącą przemoc osadników?
To wszystko było do przewidzenia. Jeśli obok siebie mieszkają dwie społeczności i jedna z nich kradnie ziemie drugiej, to rezultatem zawsze będzie przemoc. W przeszłości się zdarzało, że ataki izraelskich osadników przybierały na sile, ale nigdy nie trwało to tak długo, nie na taką skalę. I nigdy w tak jawny sposób osadnicy i ich sprzymierzeńcy nie opowiadali o tym. A teraz mówią otwarcie, że organizują pogromy na Palestyńczykach. Atak na Huwarę w lutym 2023 r. nauczył ich, że są bezkarni. Wtedy ok. 400 osadników, przy całkowitej bierności armii, podpalało palestyńskie domy z mieszkańcami w środku, niszczyło sklepy, samochody, szkoły, atakowało ludzi. I od tamtej pory pogromy ze wsparciem armii dzieją się na niespotykaną skalę.
Kiedy będzie bezpiecznie?
Od zawsze powtarzam, że naszym dwóm narodom jest pisane wspólne pokojowe zamieszkiwanie tych samych ziem. Jednak Izrael najpierw musi zakończyć okupację, wycofać się z Zachodniego Brzegu, zlikwidować wszystkie osiedla i porzucić wizję Wielkiego Izraela. Bo inaczej jeden naród kompletnie zniszczy drugi.
Czy możliwy jest jeszcze powrót do stanu sprzed 7 października, czyli sprzed ataku Hamasu na Izrael? Do czasów, gdy Izrael zamiast dążyć do zakończenia okupacji, „zarządzał” nią tak, by była niemal niezauważalna dla jego zwykłych obywateli?
Izrael przez lata podtrzymywał rządy Hamasu w Strefie Gazy, umożliwiając im finansowanie z zewnątrz. Wzmacnianie politycznych podziałów wśród Palestyńczyków to jeden ze sposobów pozwalających uzasadnić „zarządzanie” okupacją. Izrael mógł dzięki temu twierdzić, że nie ma z kim negocjować, bo nie ma zjednoczonego palestyńskiego przywództwa. Nie mogę sobie wyobrazić, jak mieliby dalej udawać, że nie ma okupacji, gdy wojna się skończy i będą mogli tam wjechać międzynarodowi obserwatorzy i dziennikarze, i zobaczyć, co Izrael zrobił w Strefie Gazy.
Izraelski historyk lian Pappe pisał, że tak ogromna przemoc zmienia izraelskie społeczeństwo i zwiastuje koniec obecnego systemu władzy…
Żeby doszło do systemowej zmiany, muszą zaistnieć polityczne fundamenty takich procesów. A ja dzisiaj ich nie widzę, bo w Izraelu nie ma realnej siły opozycyjnej, która by otwarcie potępiała izraelskie działania w Strefie Gazy. A ta niewielka grupa śmiałków, którzy mają odwagę powiedzieć „zrobiliśmy dość złego, trzeba przestać”, jest represjonowana przez państwo.

❖ Obóz dla uchodźców w centralnej części Gazy, 2011 r.

Co dziś czują Palestyńczycy w Gazie?
Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Z jednej strony widać tam wiele solidarności, wzajemnej pomocy. A jednocześnie – poczucie bycia zdradzonymi, porzuconymi przez sąsiadujące kraje arabskie.
Egipt podtrzymuje blokadę Strefy Gazy, a Jordania nadal silnie współpracuje ekonomicznie z Izraelem.
To prawda, ale równie ważne jest to, żeby rozróżniać arabskie społeczeństwa, które sercem i duszą są z Palestyńczykami, od rządzących reżimamów. Społeczeństwa nie mają tam głosu, a reżimy są zainteresowane izraelską technologią śledzenia i kontrolowania ludności, bo to jeden z najważniejszych produktów eksportowych Izraela. Co więcej, Gaza stała się laboratorium, w którym testowana jest ta nowa broń.
W Gazie testowana jest również wiarygodność systemu prawa międzynarodowego.
To prawda, choć jeszcze nie wiemy, jakie będą wyniki tego testu. Jednak i tak największą porażką systemu prawa międzynarodowego jest sam fakt okupacji, trwającej od 55 lat w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie Wschodniej, choć jest to jawne pogwałcenie konwencji genewskiej. Teraz sprawdzianem będzie, czy Międzynarodowy Trybunał Karny wyda nakazy aresztowania premiera Beniamina Netanjahu i ministra obrony Joawa Galanta (prokurator Trybunału złożył też wnioski aresztowania trzech przywódców Hamasu-przyp. red.).
Na ile wyjątkowe w historii Palestyńczyków jest to, co dziś dzieje się w Gazie?
W 1948 r., gdy powstawał Izrael, większość Palestyńczyków była zmuszona opuścić swoje domy. Byli wypędzani, uciekali przed wojną, wspominają to jako Nakbę (katastrofę). Ale byli też przekonani, że będą mogli wrócić. Mylili się. W 1967 r. Izrael zajął m.in. Zachodni Brzeg i wysiedlił ok. 300 tys. Palestyńczyków, ale zdecydowana większość pozostała w swoich domach. To uniemożliwiło Izraelowi kolejną Nakbę, przyniosło jednak apartheid. Obawy przed takim scenariuszem podzielał nawet Icchak Rabin – w swojej nowej książce przytaczam fragment wywiadu z 1976 r., w którym ten premier Izraela przyrównuje osadnictwo do tkanki rakowej. I przewiduje, że rozbudowa osiedli na ziemiach okupowanych doprowadzi do tego, że Izrael stanie się państwem apartheidu.
Czy dzisiejsze obrazy ze Strefy Gazy – długie rzędy ludzi niosących swój dobytek, uciekających przed wojną budzą w panu skojarzenia z Nakbą?
Oczywiście, że tak. Gdy Izrael zmusił setki tysięcy ludzi do opuszczenia północnej części Strefy Gazy, nawet izraelscy politycy mówili o drugiej Nakbie. I pomyślałem, że to pierwszy raz, gdy przedstawiciele izraelskich władz otwarcie przyznają, że w 1948 r. dokonano czystki etnicznej, pierwszej Nakby. Jednak wciąż nie biorą za nią odpowiedzialności. Do dziś powtarzają mit, że to arabskie kraje kazały Palestyńczykom ewakuować się w 1948 r.
Upamiętnianie Nakby jest w Izraelu poddane licznym obostrzeniom. Czy to wynika z izraelskich lęków?
Od powstania w 1947 r. oenzetowskiego planu podziału mandatowej Palestyny na dwa byty ruch syjonistyczny skupiał swoje wysiłki na tym, by państwo palestyńskie nie powstało. Zakaz upamiętniania dotyczy nie tylko Nakby, ale w ogóle istnienia narodu czy ludu palestyńskiego. Izrael boi się uznania naszego istnienia, bo musiałby się skonfrontować z wieloma mitami stanowiącymi fundament jego państwowej tożsamości. Przede wszystkim z tym o „ziemi bez ludu dla ludu bez ziemi”.
Pisze pan, że uznanie istnienia Palestyńczyków stawia Izrael w roli kolonizatora, okupanta.
To państwo samo stawia się w takiej roli. W Izraelu do władzy dochodzą coraz bardziej ekstremistyczni politycy, którzy domagają się aneksji terytoriów okupowanych. Sam Netanjahu się chwali, że to on zablokował powstanie państwa palestyńskiego. Obiecuje, że jeśli zostaną podpisane jakiekolwiek porozumienia pokojowe, to tylko takie, które zacementują izraelską władzę nad ziemiami Wielkiego Izraela, czyli nad całą historyczną Palestyną.
Od rzeki do morza…
Gdy Palestyńczycy skandują to hasło, są oskarżani o chęć zniszczenia Izraela. Jednak nikt nie odnosi się do faktu, że Izrael nie tylko się domaga, ale realizuje cały czas politykę opartą na wizji Wielkiego Izraela, do którego należą wszystkie ziemie leżące na obszarze od rzeki do morza.
Co w takim razie oznacza palestyńskie hasło o wolnej Palestynie „od rzeki do morza”?
Niektórzy postulują stworzenie jednego, demokratycznego państwa, w którym na tych samych prawach będą mieszkać Palestyńczycy i Izraelczycy. Nie chodzi więc o zaprzeczenie istnieniu Izraelczyków, wysiedlenie ich, lecz o zmianę rzeczywistości politycznej.
Na razie mamy jednak dramat Gazy. Co dalej?
Po pierwsze, Izrael musi wypłacić reparacje wojenne za zniszczenie Strefy Gazy. Po drugie, konieczna będzie międzynarodowa konferencja – ale już nie taka, w której Stany Zjednoczone będą gospodarzem, bo wiadomo, że nie są bezstronnym mediatorem. I na takiej konferencji musi zapaść decyzja o zakończeniu okupacji i uznaniu państwa palestyńskiego. A to oznacza m.in. likwidację wszystkich osiedli na terytoriach okupowanych, a także rekompensaty dla osób, które straciły swoje ziemie. I gdy powstanie już suwerenne państwo palestyńskie na ziemiach obejmujących Zachodni Brzeg, Jerozolimę Wschodnią i Strefę Gazy, wtedy Palestyna i Izrael mogą zacząć rozmawiać o stworzeniu jednego, ponadnarodowego bytu na ziemiach od rzeki do morza. 

❖ Izraelski żołnierz pilnujący burzenia palestyńskich domów w wiosce Bartaa pod budowę bariery separacyjnej wzdłuż linii granicznej między Izraelem i Zachodnim Brzegiem, 2004 r.

I to będzie koniec Nakby?
To wymagałoby jeszcze powrotu na swoje ziemie palestyńskich uchodźców i ich potomków wysiedlonych w 1948 r. Ale w pierwszej kolejności tragedia 1948 r. musi zostać uznana. I myślę, że zbliżamy się do tego momentu. Edward Said (1935-2003, amerykański kulturoznawca pochodzenia palestyńskiego – przyp. red.) twierdził kiedyś, że brak uznania Palestyńczyków jest fundamentem tego konfliktu. Jednak dziś nasza historia, nasza obecność, nasze głosy są w końcu uznawane. Ludzie są gotowi słuchać.

 

publikuje: Ron Abramowicz Tel-Aviv Izrael