Hebrew Date: 2/11/5779 > Strona główna Mykwy
Mykwa


Lejb Najdus PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   
Środa, 17 Październik 2018 00:00

Wiersze Do kogoś

Ty, co mnie czynisz grzesznym

za moich słów urodę,

oskarżasz mnie, że w pieśni

rozmijam się z narodem,


Ze Żydów nie nasycą

te stówa, ta melodia,

że lśni w nich tajemnica

dalekich blasków Zodiak...


Wiedz o tym, że mną włada

odwieczny cud przyrody,

olśniewa mnie Hellada,

jej czas wieczyście młody.

I nieraz Orientowi

hołd składam, ślę zachwyty,

czczę laur Peryklesowy,

urodę Afrodyty.


Ty, co mnie czynisz grzesznym,

wiedz, kocham braci moich.

Lecz ciężko bywa, wierz mi,

z bezruchem się oswoić.


Bo żyć nam źle i ciasno

wśród westchnień wiecznych cierpień.

I po to złotą jasność

z całego świata czerpię.


I deszczyk i słońce

I deszczyk, i słońce! I deszczyk, i słońce!

I śmieją się złotych kropelek tysiące!

I nas nie ominą i nas znajdą też!

To dobrze, że złotem obsypie nas deszcz!


I deszczyk, i słońce! I deszczyk, i słońce!

Radują się trawy zroszone na łące

i kwiat się rozwija, i złoci się piach,

jak uśmiech, co prędko zapomniał o łzach.


I deszczyk, i słońce! I deszczyk, i słońce!

Lśnią nurty rzeczułki błękitem płynące.

W jej wodę z wysoka złocisty deszcz spadł,

by na niej kręgami zatoczyć swój ślad.


I deszczyk, i słońce! I deszczyk, i słońce!

Ostatnie kropelki tuż-tuż przed swym końcem

padają, a w niebie tęczowy lśni most,

na którym spotkamy szczęśliwy nasz los!


Nie zawsze

Nie zawsze się radujesz ciszą

wśród marzeń, które spokój chronią,

ni snami, które się kołyszą

w rozkwitłym sadzie pod jabłonią.


Bywa, że czas odwraca kartę,

sny — w bój, a kwiaty — w broń przemienia,

gdy serce ludu jest rozdarte

i krwawą rosą broczy ziemia.


Bywają dni, które zuchwale

w bój idąc, wieszczą nam odmianę!

I nowe otwierają dale,

i niewolnika czynią panem!


Lecz biada tym, co snów na oręż

nie zmienią, czasu nie dogonią,

i prześnią wielkiej burzy porę

w rozkwitłym sadzie pod jabłonią!...


Twoje oczy

Smutek twego narodu przenika twe oczy,

a im więcej w nich bólu, tym w nich blasku więcej.

Lecz bywa, że w spojrzeniu twoim zatrzepocze

pradawna duma królów, co się sroży w męce...

Lecz nigdy twoich marzeń w cieniu rzęs nie mroczy

czarne słońce pokus w zadumie dziewczęcej:

bo tę cichą dostojność szlachetność dziewiczą

twoje oczy jak schedę zamierzchłą dziedziczą...


I nieraz w oczach twoich jasna łza zaświta,

najpiękniejsza i czysta — i widzę przez mgnienie,

jak świeci gwiazda Wschodu w smutnej łzie ukryta.

I zda się, że dostrzegam, jak przez marzeń cienie

z Holofernesa głową nadchodzi Judita

i poprzez noc daleką niesie wyzwolenie.

Wówczas czytam w twoich oczach, w blasku ich i dumie:

„Ja jestem dziecię Wschodu — jeszcze miecz podźwignąć umiem”...

Tłumaczył Jerzy Ficowski

Ostatnio zmieniany w Wtorek, 28 Sierpień 2018 06:04
 
Natan Zach - Chcę zawsze mieć oczy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   
Środa, 10 Październik 2018 00:00

Chcę zawsze mieć oczy aby oglądać

piękno świata i chwalić to piękno

doskonałe bez usterki i chwalić

tego co je stworzył chwalić świat

tak pełen piękna.


I nie chcę być ślepym na piękno

świata jak długo żyję. Z wielu innych spraw

chętnie zrezygnuję lecz nie przestanę

oglądać świata na którym żyję,

gdzie dłonie moje płyną jak okręty

czyniąc moje życie śmiałym

cierpliwie, z bezgraniczną cierpliwością.


I chwalić nie przestanę, nie przestanę chwalić

A gdy już padnę jeszcze wstanę— choćby na chwilę —

żeby nie mówili że padł ale że wstał jeszcze na chwilę

by chwalić to czego chwalić nie przestanie.

Z hebrajskiego przełożyła Irit Amiel

Ostatnio zmieniany w Wtorek, 28 Sierpień 2018 06:02
 
Gad Yaacobi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   
Środa, 10 Październik 2018 00:00

Wielki Wybuch

Przeczytałem w gazecie, że świat kiedyś był mniejszy

póki nie rozprzestrzenił się po Wielkim Wybuchu.

Przeczytałem, że nie wiadomo, czy świat istnieje

szesnaście bilionów lat czy tylko osiem bilonów.

Znany uczony powiedział, że za tysiąc lat

wierzyć będą w Wielką Eksplozję, jak w Księgę Biblii.

Nie wiem co miał na myśli

ale dla mnie będzie to już obojętne.

Ja wiem, że świat zagęszcza się coraz bardziej

a czas też wraz z nim się kurczy.

Wiem również że następny Wielki Wybuch nastąpi po mnie.

I teraz już mi z tym dobrze.


Tabliczka mnożenia i dzielenia

Odkrywając świat

liczyliśmy od jednego do dziesięciu

siedząc na małych drewnianych krzesełkach

naprzeciw czarnej tablicy i okna

otwartego na młode drzewka na piasku.

Dzieląc, dodając i mnożąc

potykając się i pokonując trudności i przechodząc

jeszcze rok i jeszcze egzamin

jeszcze nauczyciel i jeszcze kolega

odjęty dodany aż znikła

tabliczka mnożenia i tylko

tabliczka dzielenia została jak blizna

z czasów gdy myśleliśmy że wszystko

będzie potęgowaniem wszystkiego że pierwiastek

wyciągniemy z ziemi a dzielenie

i odejmowanie będą dla nas jedynie

uczoną dziedziną nauczycieli.

Dziś są nieomal wszystkim.

Przekład z hebrajskiego Natan Gross

Ostatnio zmieniany w Wtorek, 28 Sierpień 2018 06:04
Więcej…
 
Z archiwum ŻIH - Piekło Żydowskie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   
Wtorek, 18 Wrzesień 2018 00:00


Ostatnie wysiedlenie Żydów do Bełżca z Izbicy


Było to rano, o wczesnej godzinie,

Gdy usłyszano wielką strzelaninę,

Miało się to dziać w wielkiej tajemnicy

Lecz mieszkańcy naszego domu chowali się do piwnicy.


Nad Izbicą gradowe deszcze

W kryjówce pytali: czy to wysiedlenie jeszcze?

Nagle stuk: wszyscy pytali: co za huk?

To gestapowska policja z pałkami znów


Wygnała nas na ulice, biła szturchała i bez wszelkich mów,

Ja płakał, błagałem trochę wody,

Gdyż wówczas były takie mody!

Że bierz, co prędzej nogi za pas i rób skorochody.


Uciekałem przez izbickie ulice,

Na każdym rogu widniały tablice,

Czarnymi literami objęte "Verfluchte Juda",

Gdyż o owym czasie było prawo zabijać Ben-Jehuda.


Do młodego lasu szybko uciekałem,

Tam dużo Żydów zastałem.

Ukryci z myślą wszyscy za drzewami,

Że Niemcy nas nie znajdą za gałęziami.


Patrzcie idą, idą trzech Ukraińców z karabinami

Tu bili, tu padł, a wokoło okrążon faszystami

Nie myślałem długo, już byłem gotów umykać

Lecz faszysta zaczął za mną z cekaemu cykać.


Strzelał za mną jak szalony,

Ja zaś byłem strasznie zmęczony,

Z czoła ciekł mi pot,

I ze strachu skoczyłem przez płot,


W skoku skaleczony ostremi drutami,

Schowałem się pod jakiemiś śmieciami.

Pod śmieciami leżałem trzy doby,

Nie miałem w ustach ni jedzenia, ni kropli wody.

Dopiero za trzy doby wsiałem i z Izbicy do Zamościa uciekałem.

Archiwum ŻIH, sygn. 302/81 — opr. Hanna Olicka


Więcej poezji


Ostatnio zmieniany w Wtorek, 28 Sierpień 2018 06:02
 
Dan Pagis - Ein Leben PDF Drukuj Email
Wpisany przez Reb. Janusz Baranowski   
Poniedziałek, 17 Wrzesień 2018 00:00

W miesiącu swojej śmierci stoi przy oknie,

młoda kobieta z elegancką trwałą ondulacją,

zamyślona patrzy na zewnątrz.

Na brązowym zdjęciu.


Z zewnątrz patrzy na nią popołudniowy obłok

z trzydziestego czwartego roku, nieostry,

lecz wierny, na zawsze. Od wewnątrz

patrzę na nią ja, prawie czteroletni,


zatrzymuję moją piłkę,

wychodzę pomału ze zdjęcia i starzeję się,

starzeję się ostrożnie, cichutko,

aby jej nie przerazić.

Z hebrajskiego przełożyła Irit Amiel

Ostatnio zmieniany w Wtorek, 28 Sierpień 2018 06:02
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL