Menu Zamknij

Cień Epsteina nad republiką

Cień Epsteina nad republiką

Tygodnik Lisieckiego Do Rzeczy – NR 30/639 21-27 LIPCA 2025

Po ogłoszeniu przez amerykański Departament Sprawiedliwości, że nie istnieje tzw. lista Epsteina i że sam podejrzany, oczekujący na proces za handel nieletnimi w celu ich prostytuowania, na pewno popełnił samobójstwo w więzieniu w 2019 r., afera Epsteina wróciła w USA ze zdwojonym impetem. Stawką dla republikanów w obecnym wzburzeniu części elektoratu Donalda Trumpa jest utrzymanie władzy w Kongresie w wyborach uzupełniających w 2026 r. oraz przedłużenie rządów w Białym Domu po zakończeniu obecnej kadencji. Z kolei dla domagających się przejrzystości Amerykanów w grę wchodzi znacznie więcej: po pierwsze – ustalenie i rozliczenie tych członków amerykańskich elit (jak i z innych krajów], którzy ewentualnie korzystali z oferowanych przez Jeffreya Epsteina mrocznych usług pedofilskich; po drugie – definitywne wyjaśnienie kwestii, czy zbierając swe lubieżne kompromaty, Epstein operował na rzecz rodzimych lub zagranicznych służb wywiadowczych (w tym wypadku influencerzy polityczni otwarcie wskazują na Mosad]; po trzecie – odpowiedź, w końcu, na pytanie, czy Ameryka jest jeszcze w stanie powrócić do republikańskiego ideału zakładającego kontrolę państwa przez obywateli, która dziś, jeśli chodzi o resorty siłoWe amerykańskiego imperium, jest iluzoryczna.
Wydawało się, że wraz z podpisaniem 4 lipca 2025 r. „wielkiej pięknej ustawy budżetowej” nastąpi istny przełom w prezydenturze Donalda Trumpa, konsolidujący na dobre jego społeczne poparcie wraz z umożliwieniem spełnienia z rozmachem jego wyborczych obietnic. Ustawa ta miała bowiem udzielić Trumpowi skutecznych narzędzi budżetowych, których nie otrzymał za swej pierwszej kadencji (chodziło w niej zwłaszcza o kwestie bezpieczeństwa i narzędzia stymulujące rozwój gospodarczy, takie jak cięcia podatkowe). W rzeczy samej, po zażartych bataliach w obu izbach Kongresu ustawę tę udało się przegłosować, tak aby Trump mógł ją, zgodnie z zapowiedzią, podpisać w święto niepodległości Stanów Zjednoczonych – co też uczynił w uroczysty sposób, ogłaszając po raz kolejny, że Ameryka wkracza w swój złoty wiek… Tę nieco pompatyczną atmosferę, naznaczoną jednak realnymi sukcesami – w czerwcu po raz pierwszy od 2017 r. odnotowano miesięczną nadwyżkę budżetową w wysokości 27 mld doi. – uznano najwyraźniej za najodpowiedniejszy moment do, kolokwialnie rzecz ujmując, ukręcenia łba sprawie Epsteina. I to po tym, jak sama prokurator generalna Pam Bondi zapowiadała na początku prezydentury Donalda Trumpa stopniowe upublicznianie akt tej złożonej sprawy, a nawet informowała o dostarczeniu przez FBI dodatkowych dokumentów w tej kwestii o objętości ciężarówki! Innymi słowy: rozgoryczenie części elektoratu Donalda Trumpa względem jego administracji, z Departamentem Sprawiedliwości i Federalnym Biurem Śledczym na czele, było proporcjonalne nie tylko do wieloletnich oczekiwań w tej sprawie, lecz także do wcześniejszych, bardzo mocnych deklaracji i obietnic bliskich współpracowników obecnego prezydenta.
KIM BYŁ EPSTEIN?
Przed swym upadkiem, a raczej stopniową demaskacją na przestrzeni lat Epstein, w największym skrócie, był swego rodzaju magikiem, czarującym swą epokę, z którym najwyraźniej ludzie niezwykle zamożni, wpływowi lub po prostu celebryci potrzebowali utrzymywać kontakty towarzyskie – to właśnie, zważywszy na wizerunkowe umoczenie całej tej śmietanki w tę sprawę, budzi tak wiele emocji. Urodzony w roku 1953 Jeffrey Epstein oficjalnie był błyskotliwym i prosperującym finansistą. Karierę zaczynał jednak jako nauczyciel matematyki bez dyplomu – nie ukończył żadnych z rozpoczętych studiów – który po kilku latach, w 1976 r., przekonwerto-wał się na pracę w sektorze bankowości inwestycyjnej. Bardzo szybko zyskał opinię pożądanego doradcy najzamożniejszych klientów, doskonale pomagającego rozeznać się w skomplikowanych produktach oraz dokonywać optymalizacji podatkowych, tak że już po pięciu latach, w 1981 r., był w stanie operować na własny rachunek w ramach swej doradczej firmy Intercontinental Assets Group. Co istotne, doradzał wówczas również rządom, a także wykazywał skuteczność w pomocy najzamożniejszym w odzyskiwaniu środków z katastrofalnych inwestycji. Czy pomoc ta wynikała z czystej chęci zarobku, a sprawczość – wyłącznie z osobistego doświadczenia i stale poszerzającej się sieci koneksji? Nie przesądzając, należy tu wskazać już wtedy istniejące poszlaki jego wątków agenturalnych oraz udokumentowane powiązania z międzynarodowymi handlarzami bronią, którzy w dobie zimnej wojny siłą rzeczy działali w orbicie służb wywiadowczych. Z tego też właśnie okresu pojawiają się w ogóle pierwsze doniesienia o jego możliwej pracy natury agenturalnej – zarówno raportowane anegdoty o jego własnych zwierzeniach współpracy z CIA, jak i intrygujące wskazówki. Otóż podczas drugiego śledztwa dotyczącego Epsteina przy okazji przeszukania jego nowojorskiej rezydencji w 2019 r. znaleziono jego austriacki paszport z lat 80., na inne nazwisko, z adresem zamieszkania w Arabii Saudyjskiej. Jego prawnicy argumentowali wówczas, że chodziło jedynie o środek bezpieczeństwa podczas przemieszczania się po Bliskim Wschodzie…
Bezpieczeństwo? Owszem, i to zastanawiające. W1987 r. Epstein został wynajęty, za sowitym wynagrodzeniem, przez niejakiego Stevena Hoffenberga jako konsultant przy Towers Financial Corporation z jej funduszem skupującym długi, który kilka lat później okazał się jedną z największych piramid finansowych w amerykańskiej historii na kwotę przeszło pół miliarda dolarów. Gdy Hoffenberg poszedł siedzieć na 20 lat, Epstein, jego prawa ręka, zdążył opuścić tonący pokład przed ogłoszeniem bankructwa i uniknął wszelkich konsekwencji karnych. Finansista spokojnie kontynuował wówczas swoją działalność i nabierał coraz większego znaczenia w sferach towarzyskich. W1996 r. jego firma przekształca się w Financial Trust Company i – co niezwykle ważne dla tej historii – relokuje się na Wyspy Dziewicze, do raju podatkowego podpiętego B zarazem do amerykańskiego systemu bankowego z racji bycia tzw. nieinkor-porowanym terytorium zależnym od Stanów Zjednoczonym.
ZAMIENIĆ RAJ W PIEKŁO
Prosperujący Epstein się urządza, zresztą nie tylko na Karaibach. Prestiżowa rezydencja w Nowym Jorku, kolejna na Florydzie, ranczo w Nowym Meksyku, apartament obok Pól Elizejskich w Paryżu… Ale przede wszystkim to ten iście rajski zakątek na ziemi, Wyspa św. Jakuba (Little Saint James), nazwana od tego czasu potocznie Wyspą Epsteina lub Wyspą Pedofilów, stanie się dla wielu nastolatek piekłem napaści seksualnych, zarówno z jego strony, jak i – wedle ich oskarżeń – ze strony jego znajomych, którzy masowo nawiedzali Epsteina w jego karaibskich włościach. Modus operandi miał być następujący: młode, często nieletnie dziewczyny są werbowane w Stanach Zjednoczonych oraz w innych krajach. Wabiono je zarobkiem masa-żystek w prestiżowym miejscu, pomocą w karierze modelki etc. – system zresztą zakładał, aby raz pozyskane kandydatki namawiały do współpracy swe koleżanki. Operacją zawiaduje partnerka Epsteina, znająca doskonale jego gusta Ghislaine Maxwell, odgrywająca w tym procederze najwyraźniej rolę burdelmamy. W 2022 r. została ona skazana na 20 lat więzienia za handel nieletnimi w celach seksualnych i powiązane z tym zbieżne przestępstwa [zmowa, transport, namawianie). Maxwell w obecnej sytuacji z jednej strony chce zeznawać przed Kongresem o tym, co wie, z drugiej – walczy o wolność przed Sądem Najwyższym USA. Ale podkreślmy w tym miejscu jej nadzwyczajne międzynarodowe koneksje: urodziła się we Francji w 1961 r., jej matka była francuską histoiyk, ojciec zaś pochodzącym z Czechosłowacji Żydem, który został natura-lizowanym Anglikiem. Zrobił on karierę i fortunę jako magnat prasowy w Wielkiej Brytanii i był podejrzewany przez tamtejszy rząd o bycie zagranicznym agentem. Otóż swymi różnymi dokonaniami Robert Maxwell bez wątpienia przysłużył się Państwu Izrael i zasadnicze pytanie brzmi tu: Jak bardzo się przysłużył, skoro na jego pogrzebie w Jerozolimie w 1991 r. pojawili się ówczesny premier Icchak Szamir, prezydent Chaim Herzog, a także dyrektor Mosadu i kilku jego poprzed- , ników? W każdym razie zważywszy na fakt, że Ghislaine Maxwell do śmierci ojca należała do jego najbliższych współpracowników, a następnie przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie związała się z Epste-inem, w ludowych spekulacjach wskazuje się właśnie na nią, jednak bez żadnych twardych dowodów, jako ogniwo łączące Epsteina z Mosadem.
Wracając do procederu wykorzystywania ofiar: nieletnie dziewczyny miały być molestowane przy okazji świadczonych masaży lub okolicznościowych spotkań, dochodziło także do wymuszanego współżycia, a następnie były zastraszane, że mają o tym ńikomu nie mówić – były być może za to dodatkowo wynagradzane. Otóż bank J.P. Morgan w którym Epstein w latach 1998-2013 posiadał łącznie kilkadziesiąt rachunków bankowych, w 2023 r. w ramach ugody z domniemanymi ofiarami Epsteina zgodził się wypłacić im sumę 290 min dolarów za brak własnej czujności przy okazji licznych wypłat gotówki z jego strony, którą opłacał swe ofiary. Z kolei Deutsche Bank, do którego Epstein przeniósł się po 2013 r., zgodził się wypłacić jego oskarżycielkom 75 min dolarów (J.P. Morgan zgodził się ponadto wypłacić, w ramach ugody, 75 min doi. na rzecz amerykańskiej części Wysp Dziewiczych).
ZŁOTA UGODA Z PROKURATURĄ
Przy tym procederze seksualnego wykorzystania nieletnich należy także uwzględnić kwestię wszechobecnego w rezydencjach Epsteina monitoringu, z łazienkami włącznie, w formie ukrytych kamer pozwalających utrwalać nieoby-czajne. sceny. W jakim celu? Wrócimy za chwilę do tej kwestii, ale najpierw zwieńczmy ten wątek biograficzny dwukrotnym pobytem Epsteina w więzieniu. Pierwsza sprawa wybucha w 2005 r., kiedy to pewna kobieta’ na Florydzie zgłasza policji; że jej 14-letnia pasierbica została zabrana przez koleżankę do posiadłości Epsteina, gdzie zapłacono jej za jego masaż i striptiz. W tym czasie lokalna policja poprosiła o pomoc FBI, doszło do przeszukania jego domu, w którym znaleziono dużą liczbę zdjęć dziewcząt oraz rachunki za podręczniki o psychologicznej manipulacji niewolników erotycznych. Lista potencjalnych ofiar rozszerza się w trakcie śledztwa do kilkudziesięciu, pojawiają się doniesienia o sprowadzeniu mu na urodziny 12-letnich trojaczek z Francji, które miał zgwałcić. Dochodzi jednak do zaskakującej ugody z prokuraturą, która ucina trwające śledztwo FBI, mogące przecież jeszcze odkryć nowe ofiary i ewentualnych współwinowajców w tym procederze. Epstein przyznał się do winy w zakresie podżegania do prostytucji, w tym prostytucji nieletnich, w zamian za 18 miesięcy więzienia, z czego odsiedział tylko 13, i to połowicznie: w ciągu dnia mógł opuszczać więzienie (w którym skądinąd bez problemu podejmował gości) na rzecz dziennej pracy we własnym biurze. Ugoda z prokuraturą na Florydzie,w ramach właściwej jej jurysdykcji, stanowiła, że Epstein nie będzie ścigany w zakresie handlu ludźmi na tle seksualnym i powiązanych z tym przestępstw (co mogło się wiązać z karą dożywocia), oraz zapewniała bezkarność potencjalnym wspólnikom tych możliwych przestępstw (zatem i możliwym beneficjentom?), a sam jej fakt miął pozostać nieznany ofiarom Epsteina, które przez to sądziły, że jego federalne ściganie w tym zakresie jest nadal możliwe. W zamian Epstein miał wynagrodzić zidentyfikowanym przez FBI ofiarom oraz zostać wpisany na listę przestępców seksualnych.
Z dzisiejszego punktu widzenia ta „słodziutka” umowa była wprost skandaliczna, natomiast fakt skazania Epsteina mimo wszystko zaczął uwalniać kolejne języki, umożliwił śledztwa dziennikarskie – tak że w ostateczności dochodzenie w tej sprawie podjęli nowojorscy prokuratorzy. 6 lipca 2019 r. Epstein został aresztowany w Nowym Jorku pod zarzutami handlu nieletnimi na tle seksualnym i zmowy w tej kwestii. Alex Acosta, autor prokuratorskiej ugody z Florydy, poddany przy tej okazji wielkiej medialnej presji, ustąpił ze stanowiska sekretarza Departamentu Pracy w pierwszej administracji Trumpa. Media donosiły zaś, że przed wejściem do rządu miał wskazać, iż wówczas polecono mu zawarcie tamtej umowy, ponieważ Epstein „należał do wywiadu”, a kwestia ta wykraczała poza jego kompetencje. Sprawa, która odżyła zatem w 2019 r. z sensacyjnymi wątkami, znalazła swój finał już miesiąc później, 10 sierpnia, kiedy to znaleziono Epsteina martwego w celi, a ekspertyza sądowa wskazała na śmierć samobójczą (przy zastrzeżeniach zgłoszonych przez adwokatów zmarłego). Niedługo potem COVID-19 przykiył dosłownie wszystko, w listopadzie 2020 r. Trump przegrał wyboiy, a „lista Epsteina”, tj. wykaz jego potencjalnych współzbereź-ników, stała się popularnym narzędziem uderzania w demokratów, wówczas u władzy, ze strony republikanów, którzy byli w zupełnej defensywie.
Dla przykładu – w 2021 r. J.D. Van-ce pisał: „Jaki interes rząd USA miałby w utrzymywaniu [listy] klientów Epsteina w tajemnicy? Och…”. W 2023 r. syn Donalda Trumpa nawoływał: „Pokażcie nam natychmiast listę klientów Epsteina!!! Dlaczego ktokolwiek chroniłby te szumowiny? Zadawajcie sobie codziennie to pytanie, a odpowiedź stanie się jasna”. Z kolei na pytanie dziennikarza, „dlaczego FBI chroni pederastę o największej skali odziaływania w historii”, Kash Patel, wówczas były pracownik FBI, a obecnie dyrektor tej służby, odpowiedział: „To proste, ze względu na to, kto jest na tej liście”. Nic zatem dziwnego, że tak rozgrzewany wtedy żelazny elektorat Trumpa obecnie kipi z wściekłości. I jeśli sam Trump . nigdy nie grzał tego tematu, to przecież jeszcze w lutym br. zapytana o możliwość opublikowania listy Epsteina prokurator generalna odpowiedziała: „Leży ona teraz na moim biurku i czeka na przegląd – to było polecenie prezydenta Trumpa”. Kiedy więc Donald Trump próbuje dziś odciąć się od tematu odpowiedziami typu: „A wy wciąż mówicie o Epsteinie?” „To naprawdę nudna sprawa” lub, co gorsza, że ta afera to w rzeczywistości mistyfikacja wymyślona przez demokratów, to tylko powiększa tę frustrację.
GORĄCY KARTOFEL
Przy czym na obecnym etapie można raczej jedynie spekulować, choć zasadnie, dlaczego Departament Sprawiedliwości zakończył sprawę, twierdząc, że nie znaleziono u Epsteina żadnej listy (gdy tymczasem należało taką listę po prostu sporządzić na podstawie materiału dowodowego!). Czy liczne nagrania o charakterze pedofilskim, znalezione u Epsteina, nie umożliwiają identyfikacji sprawców? Czy nie da się ustalić i przesłuchać osób, które od lat 90. wpłacały mu pieniądze, choćby w ramach świadczonych przezeń oficjalnie usług doradztwa finansowego, na okoliczność, czy nie były to w rzeczywistości środki wymuszone szantażem lub po prostu opłaty za prostytucję nieletnich?
Sęk w tym, że zważywszy na rangę tych osób (Epstein utrzymywał kontakty dosłownie ze wszystkimi, a na czele pojawiają się takie nazwiska jak Bill Clinton czy Bill Gates, także sam Donald Trump nie stronił w przeszłości od kontaktów z nim i laudacji na jego temat, o których dziś zapewne woli nie pamiętać), takie przesiewanie tego grona oznaczałoby otwarcie puszki Pandory, o ewidentnie skrajnie negatywnym wydźwięku międzynarodowym dla reputacji Stanów Zjednoczonych (o politycznej wojnie domowej nie wspominając) – choć prawdą jest, że chyba coraz mniej osób żywi co do tej reputacji jakieś złudzenia. Nie podważając tragedii zidentyfikowa nych ofiar, trzeba też zaznaczyć, że ich zeznania są jak najbardziej wiarygodne w ich zbieżnym ogóle. Natomiast jeśli chodzi o wskazywanie przez daną ofiarę konkretnego sprawcy – polityka, celebry-ty czy bogacza – i szczegółów, to już jest żmudne zadanie wymiaru sprawiedliwości, aby ocenić tego obiektywność, co po latach od zdarzenia może być niewykonalne. Co jednak, jeśli na dnie tej puszki rzeczywiście bulgocze kloaka w chwili, kiedy Ameryka broni swych imperialnych interesów w zaciętej międzynarodowej rywalizacji?
Ten gordyjski węzeł komplikuje się jeszcze bardziej możliwym wątkiem agenturalnym. Jeśli bliski Donaldowi Trampowi były kongresman z Florydy, Matt Gaetz, jeszcze kilka tygodni temu mówił, że jego zdaniem Epstein zbierał kompromaty na rzecz obcego wywiadu celem zapewnienia poparcia amerykańskich i brytyjskich elit na rzecz wojny w Iraku, to czy zwierzał się z własnych domysłów, czy też był echem bardziej ugruntowanej u źródeł wiedzy? Wątek agentury jest tu zresztą założeniem mogącym doskonale racjonalizować całe zjawisko, co widać w licznych obecnych komentarzach w USA: Jak człowiek pokroju Epsteina był w stanie zbić tak niewyobrażalną fortunę i czyjego li tylko indywidualna perwersja jest w stanie wytłumaczyć całą skalę procederu, który drobiazgowo zorganizował? Ale nawet wobec braku dowodów (czyż jakiś wywiad trzymałby w ogóle swe kompromaty u Epsteina?) wątek agentury nie wydaje się tylko czystym założeniem, ponieważ trudno przypuszczać, że wszystko to mogłoby odbywać się w takiej skali poza jakąkolwiek wiedzą służb wywiadowczych. Nawet więc gdyby nie były one w to bezpośrednio zaangażowane, to w jakim celu, jeśli nie właśnie zebrania kompromatów, pozwalałyby one na kontynuowanie tego procederu pod ich nosem? Ale w takim razie jak Trump miałby utrzymać swoją politykę między narodową, w tym względem Izraela – co jest dlań ewidentnym priorytetem – wychodząc jednocześnie do Amerykanów i mówiąc: „Wprawdzie w przeszłości CIA i Mosad maczały w tych bezeceństwach nieco swe palce i szantażowały nasze elity, ale zapewniam, że mam je już obie pod kontrolą i coś podobnego się nie powtórzy”? A Trump w 2017 r. rozporządzeniem prezydenckim rzeczywiście wypowiedział wojnę handlowi ludźmi.
Jeśli te mroczne wątki okazałyby się prawdziwe,.to zapewne nie pozostałoby mu nic innego, jak rozpętać nieprzewidywalną w skutkach burzę lub – przeciwnie – ukręcić sprawie (i ideałom republikańskim zarazem) łeb, robiąc wszystko, co możliwe, aby dla osłody i ratowania sondaży przychylić Amerykanom gospodarczego nieba. Tego akurat autentycznie dla nich chce i w jego optyce – która naszą, a zwłaszcza Amerykanów być nie musi – zakopanie tej sprawy jest mniejszym złem w sytuacji bez dobrego wyjścia. Sytuacja ta jednak równie dobrze może w niedalekiej przyszłości kosztować republikanów utratę władzy.

Publikuje: Cwi Mikulicki Hajfa Izrael