Menu Zamknij

NIE BĘDZIE POKOJU W STREFIE GAZY

Planowany przebieg Kanału Ben Guriona.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to zamknięcie Palestyńczyków na odizolowanych terenach, strzeżonych przez izraelską armię, o „autonomii” podobnej do tej w gettach żydowskich, założonych przez Niemców w czasie II wojny. Niestety, Palestyńczycy nie dostaną własnego państwa. Przynajmniej dopóki Izrael „merda” Stanami Zjednoczonymi.

Dziesiątego października został ogłoszony przygotowany przez USA rozejm pomiędzy Izraelem a Hamasem, wstrzymujący ludobójstwo w Strefie Gazy. Porozumienie zakłada zawieszenie walk, uwolnienie izraelskich zakładników i częściowe wycofanie wojsk izraelskich. Harnaś dotrzymał warunków i uwolnił zakładników. Izrael dotrzymał warunków przez kilka dni.
Już 19 października na Strefę Gazy zrzucił 153 tony bomb.

Jak zwierzęta
Naiwnością graniczącą z głupotą była wiara, że Izrael zrezygnuje z planów włączenia Strefy Gazy do swojego terytorium. Jeszcze pod koniec września, przemawiając w ONZ, ludobójca Benjamin Ne-tanjahu grzmiał do opustoszałej sąli (kilkuset-przedstawicieli różnych państw-opuściło salę zgromadzeń, gdy Netanjahu wszedł na mównicę): – Utworzenie państwa palestyńskiego milę od Jerozolimy po atakach z 7 października 2023 r. to jak stworzenie państwa Al-Kaidy milę od Nowego Jorku po zamachach z 11 września 2001 r. (…) To czyste szaleństwo, to obłęd, nie zrobimy tego.
– Złóżcie broń i natychmiast uwol-nijcie uprowadzonych, ponieważ jeżeli to zrobicie – przeżyjecie, a jeżeli nie – Izrael was dopadnie -zwrócił się do Hamasu, dodając, że poprzez głośniki jego przemówienie jest transmitowane na terenie Strefy Gazy, a dzięki pracy izraelskiego wywiadu – transmitowane do telefonów komórkowych w Strefie Gazy.
– Izrael robi więcej, by minimalizować straty wśród cywilów, niż jakakolwiek armia w historii – dodał Netanjahu, odnosząc się do „fałszywego zarzutu o ludobójstwo”. Zarzuty o to, że Izrael dopuszcza się ludobójstwa, uznał za antysemickie oszczerstwa. Oskarżył Palestyńczyków o to, że przez dekady odrzucali kolejne oferty Izraela, podtrzymuję konflikt, co dla polskich uszu za-brzmiało podobnie do twierdzeń pewnego austriackiego akwarelisty, rządzącego Niemcami, a wygłoszonych we wrześniu 1939 r.
Wszystko, co powiedział Neta-jahu, nie jest wymysłami samego premiera Izraela ani jego ucieczką przed więzieniem. To jest podstawa państwa izraelskiego. Nie z 1948 r., ale znacznie wcześniej – z czasów, kiedy za pieniądze Ro-thschilda w Palestynie pojawili się pierwsi syjoniści.
Jeden z czołowych syjonistów Israel Zangwill w 1916 r. w kontekście żydowskiego osadnictwa w Palestynie stwierdził: „Jeśli chcesz dać kraj ludziom bez kraju, to kompletną głupotą jest pozwolić mu być krajem dwóch narodów. To może spowodować tylko kłopoty. Żydzi będą cierpieć, podobnie jak ich sąsiedzi. Jedno z dwojga: albo trzeba znaleźć inne miejsce dla Żydów, albo dla ich sąsiadów”. Chaim Weizmann, czołowy działacz syjonistyczny, w latach 1948-1952 pierwszy prezydent Izraela, uważał Żydów za „lepszą rasę” od „zdemoralizowanych Arabów”, których nazwał też „czarnuchami”, jakimi nie ma się co przejmować. A kiedy po Warszawie jeździły tramwaje „Nur fur Deutsche”, w Palestynie były miejsca „tylko dla Żydów”. To są fakty. „Nowy Żyd”, wychowany w zakładanych w latach 20. i 30. kibucach, pogardzał nawet ocalonymi z holokaustu, przynajmniej do czasu, kiedy okazało się, że „hagadę Holokaustu” da się wykorzystać politycznie. Przekonanie o wyższości nad społecznością arabską jest częścią tożsamości narodowej współczesnych Izraelczyków. To dlatego Izrael nigdy nie zgodzi się na dwa państwa, zwłaszcza gdyby Palestyna odcięła go od Morza Śródziemnego. Nawet gdyby Netanjahu tego chciał, nie pozwolą mu ani inni politycy, ani rabini otwarcie nawołujący do zabicia wszystkich Palestyńczyków, ani wyborcy. Nie będzie dwóch państw, także ze względu na plany gospodarcze.

Kanał ben Guriona
Solą w oku zarówno Izraela, jak i USA jest Kanał Sueski – bardzo znacząca droga morska, skracająca szlaki transportowe z Azji do Europy. Amerykańsko-izrael-skie plany zakładają budowę alternatywnej drogi – Kanału ben Guriona, łączącego Morze Czerwone z Morzem Śródziemnym – drogi morskiej nieco dłużej, za to głębszego, szerszego i z uwagi na podłoże geologiczne – skały zamiast piasku – nie wymagającego stałego pogłębiania. W dodatku wzdłuż Kanału i nad Morzem Śródziemnym ma powstać izraelska riwiera: luksusowe hotele, prywatne posiadłości, kasyna i tym podobne miejsca. Bez zajęcia całej Strefy Gazy i bez zlikwidowania Zachodniego Brzegu to się nie uda. A mowa o setkach milionów dolarów do zainwestowania i miliardach zysków.

Wojna pod inną nazwą
Wystarczyło spojrzeć uważnie na treść zawieszenia broni, by stwierdzić, że nie daje ono Palestyńczykom żadnej gwarancji, a już najmniej utworzenia własnego państwa. Szybko okazało się, jak Izrael szanuje to zawieszenie broni. 19 października bez przedstawiania jakichkolwiek dowodów na ten rzekomy atak, Izrael poinformował, że został zaatakowany, i odpowiedział ogniem. Odpowiedź polegała na zrzuceniu na miasto Rafah na południu Strefie Gazy 153 ton bomb. Ponadto armia Izraela poinformowała, że ostrzelała „kilku palestyńskich terrorystów”, którzy przekroczyli ustaloną rozejmem linię rozgraniczenia i zbliżali się do izraelskich wojsk. Tymczasem Palestyńczycy twierdzą, że nie wiedzą, gdzie dokładnie rozpoczyna się strefa izraelskiej kontroli, ponieważ nie jest ona oznaczona. Izrael… nie zaprzeczył. Co więcej – to armia izraelska zabrała się za rozstawianie betonowych bloków, wyznaczających linię rozgraniczenia. Stawia je sama i oczywiście może wykorzystać tę okoliczność do ataków na osoby, które nawet przypadkiem zbliżą się do tych miejsc.
Dokładnie w dniu ataku Benjamin Netanjahu ogłosił… zmianę nazwy wojny, jaką prowadzi w Strefie Gazy. Po 10 dniach zawieszenia broni ludobójstwo w Strefie Gazy przeprowadzane pod nazwą Ope-iracja Żelazne Miecze będzie się nazywać Wojną Odrodzenia, z tym że nie bardzo wiadomo, czy nazwa będzie działać wstecz, czy będzie obowiązywać właśnie od 19 października Wiadomo, że formalnie ta zamiana będzie kosztować Izrael 2 min szekli, czyli w sumie nie tak drogo. Netanjahu poinformował, że zmiana ma pokazywać, że wojna stanowi „kamień milowy w procesie odradzania się izraelskiego państwa”. Trudno nie odczytać tego jako groźby pozbawienia Palestyńczyków szansy na własne państwo – przecież na Izrael nie spadły bomby, więc jakie „odrodzenie” zapowiada premier Izraela? Z tego samego powodu trudno się zgodzić z interpretacją portalu Times of Israel (chociaż zdarza mu się obiektywizm), że ta zmiana nazwy wpisuje się w działania premiera, zmierzające do uniknięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za niepowodzenia rządu przed i po ataku Hamasu.

Nic z tego nie będzie
Żydzi z Izraela wcale nie są zadowoleni z zawieszenia broni – przed dwa lata, pomimo obrócenia Strefy Gazy w kupę gruzów, armii nie udało się przecież ani odbić zakładników, ani zabić wszystkich bojowników Hamasu, ani unicestwić wszystkich Palestyńczyków. Co więcej – Żydzi (nie tylko z Izraela) mają pełną świadomość, że propaganda nie zadziałała i społeczność międzynarodowa w znakomitej większości stoi dziś po stronie Palestyńczyków, a zarzut antysemityzmu, może poza USA, na nikim nie robi wrażenia. Izraelczycy mają świadomość, że owszem – z powodu ataków na Iran czy Syrię są bezpieczniejsi, to świat nie traktuje już Izraela jako państwa, które po prostu Żydom się należy. Izrael doprowadził do sytuacji, w której świat uważa, że własne państwo należy się Palestyńczykom. Propagandowo Izrael poniósł więc klęskę.
Do zbrodni się jednak nie przyzna, bo to oznaczałoby odpowiedzialność i faktyczne postawienie przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym Benjamina Netanjahu i jego ministrów oraz wojskowych, a do tego Izrael nigdy nie dopuści. Nigdy też nie dopuści do powstania Państwa Palestyńskiego. Dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz to zamknięcie Palestyńczyków na odizolowanych terenach, strzeżonych przez izraelską armię, o „autonomii” podobnej do tej w gettach żydowskich założonych przez Niemców w czasie II wojny. Palestyńczycy nie dostaną własnego państwa. Przynajmniej dopóki Izrael „merda” Stanami Zjednoczonymi.

publikuje: Avi Gotlieb Hajfa Izrael